O szczęściu 2012-01-29 22:55:14
O szczęściu można powiedzieć że jest
na przykład
w moim sercu
łapie mnie w ramiona
mówi
szepcze cichutko a słyszę bo głos jej
mam
w moim sercu
nie kwadratowe
a wijące się kształty różnorodne
mieszają i kręcą
wychodzą ustami
oczami
nogami nawet
wychodzą ale zostają też gdzieś
głęboko
w moim sercu
szczęście pachnie jak kwiaty
na wiosnę
rośnie jak włosy
nie krzyczy a śpiewa
dźwiękiem kolorowego słowika
ale to jest szczęście tylko moje
i tylko w moim sercu
Tagi: wiersz
skomentuj (0)Pamiętam! A ty? A wy? 2012-01-20 21:42:44
Pamiętam słowa jednego z moich kolegów dokładnie dwa i pół roku temu. Mówił, że nie warto zakładać bloga, że zostanę zjedzony przez społeczność internetową. Słyszałem, że się nie nadaję, ale jeśli chcę, to będzie to uszanowane. Sam nie wiem, czemu o tym wspominam, w końcu - jak widać - słowa te miałem w najgłębszym poważaniu. Blog mój bowiem rozpoczął właśnie trzeci rok istnienia. Jeśli chodzi o jego poczytność, to zdaję sobie sprawę, że jest mierna i, o ile w ogóle ktoś to czyta, poniekąd mnie to martwi. Zdaję sobie jednak sprawę, że niewiele osób chce mnie odkryć, co akurat mnie nie dziwi, ponieważ ja sam nie chcę się odkrywać dla zbyt wielu osób. Wolę być tajemniczy. Nie schowany, tajemniczy. Kto miał mnie odkryć, to już to zrobił. Dziękuję za wszystkie przeczytane notki i wcześniejsze komentarze. Liczę na to, że ktoś tu jeszcze kiedyś zajrzy. Choćby po to, by poczytać moje nieobiektywne (a jak!) teksty o Valencii, nieudolne (a co!) wiersze lub inne głupkowate (no ba!) teksty.
Teraz zostawiam zainteresowanych z moją liryką i muzyką. Dobranoc :-)
Światła miasta puszczają swe wiązki na ulice
idę sam - fizycznie - i co widzę?
Mgła gęsta jak chmura - opada coraz niżej
idę do ciebie ale jestem dalej a nie bliżej
Krople rosy na źdźbłach trawy, liściach
i na gałęziach. Idę prosto błądząc w myślach
gdzieś ty poszła kochana nigdzie cię nie widać!
na cóż ten samotny spacer mi się ma przydać?!
Nie chcę sam tu błądzić zamgloną ulicą
gdzie ludzie najbliźsi nawet siebie nie widzą
choć sa tak blisko - za to my tak odlegle
poszukuję cię swym wzrokiem nerwowo, przebiegle
Tu i tam jest pusto niczym w sercu samotnika
jedynie gdzieniegdzie złośliwy szczur pomyka
a chciałbym jedynie oczu twych blask
ujrzeć. Teraz choćby tę chwilę, ten raz
Tradycja mówi iż ziemia jeden księżyc ma
ale patrząc ci w oczy widze jakby dwa
jak kłosy zboża złociste sa twe włosy
powiewają na wietrze właśnie jak te kłosy
W tunelu światełkiem tam gdzieś w tej mgle
jest twe spojrzenie kiedy jest już tak źle
lecz gdy jesteś blisko to raj doprawdy
Niesamowity
Kiedy biegnę tak szybko, że oddechu złapać
już nie mogę. Pot z mej skroni zaczyna kapać
wtedy jednak jesteś blisko i to raj doprawdy
Niesamowity
Światła miasta puszczają swe wiązki na ulice
idę z tobą - fizycznie - i co widzę?
Twoja dłoń dotyka mojej tak głęboko i czule
By chować do kieszeni wspólne bóle
Krople rosy na źdźbłach trawy, liściach
i na gałęziach. Idziemy prosto, ciesząc się w myślach
gdzież idziemy kochana nigdzie nas nie widać
ucieknijmy wspólnie od zgiełku. Pozwól za mąż sie wydać!
Nie ma ulic zamglonych a światła miasta
są już niepotrzebne. Nie ma nas tam
jesteśmy gdzieś daleko ale blisko siebie
zostań tylko chwilę chcę jeszcze mówić do ciebie.
29.10.-19.11.2011
To był rok! Mój rok!!! 2011-12-31 02:16:42
Witam. Chciałbym w kilku słowach podsumować ten rok. Był dla mnie przełomowy. Choć może to zbyt małe słowo, bo to, co zmieniło się w moim życiu ciężko zamknąć w pojęciu przełomowości. Płyńmy więc przez minione 365 dni.
Styczeń.
Wiadomo, zima w pełni. wtedy jednak poznałem kogoś, w kim później zakochałem się ponad wszelkie logiczne wytłumaczenia. Jednak zanim nastąpiło najpiękniejsze, musiałem skupić się na rzeczywistości. Wspominiam jednak ten mroźny miesiąc bardzo ciepło. Nasz pierwszy spacer...
Luty.
No moje urodziny, ale dopiero pod koniec miesiąca. Wcześniej zaczęło się coś we mnie ruszać. Lody kruszły się, a śnieg topił się zamieniając sie w gorącą później wodę. Dostałem swoje własne auto! Renault clio. Chwalę sobie to auto, choć aby dojść do pewnego cywilizowanego poziomu prowadzenia, musiałem przejchać parę dobrych kilometrów. Luty to też ferie. Smutne, bo niespodziewanie zainteresowałaś się mną na tyle, by wymieniać ze mną wieczorami sms-y. Ja tęskniłem. Nie wiem, czy wiedziałaś, jak bardzo cię pragnę. Nie wiem, co w ogóle wiedziałaś wtedy o moich uczuciach.
Marzec.
Rusałka. Ty wiedziałaś, co czuję, a ja pod maską chęci bycia tylko przyjacielem. Zachód słońca, śnieg i ciepło twoich ramion. Kolejne kilometry przejeżdżane moim autem. To też miesiąc, w którym wypadało zacząć myśleć na poważnie o maturze. Ale tylko wypadało... Umiera za to Nate Dogg. 15. marca bardzo smutnym dniem.
Kwiecień.
Niemożliwe nie istnieje. Ta myśl wydawała mi się tak odległa niczym Syberia. Po prostu nie wierzyłem, że to wszystko, o czym marzę, może tak po prostu się udać. Sam kilka razy zawaliłem sprawę będąc już tak blisko. Szedłem jednak przed siebie bardzo chcąc cię zdobyć.
Maj.
Matura. Egzamin dojrzłości? Nie, raczej sprawdzenie, co wynieśliśmy z tych trzech lat robienia nam wody z mózgów. Nie ukrywałem wtedy swoich obaw przed zdaniem matematyki. Maj jest też miesiącem, kiedy usłyszałem chyba najpiękniejsze słowa, jakie mogłaś powiedzieć. Choć musiało upłynąć jeszcze trochę czasu, łez i wspólnych chwil, to dla mnie był to przełom, którego nigdy nie zapomnę i który dał mi nadzieję na piękne, szczęśliwe życie! Ty!
Czerwiec.
Jest! Zdałem maturę! Okazało się, że przyszło mi to z ogromną łatwością, więc wszelkie obawy były zupełnie bezpodstawne. - Cóż, czas wybrać się na studia - pomyślał Dawid. Tak wakcjowałem sobie przez cały miesiąc robiąc postępy i dorastając. Popełniałem też błędy. Nieraz było ciężko. Czasem przeze mnie, a czasem nie (ale nigdy przez ciebie!). Teraz jednak wiem, czego się wystrzegać, a co winny jestem powtarzać.
Lipiec i sierpień.
Czas przykrych rozjazdów. Ja tu, ty tam. Źle! Fatalnie! W końcu jednak wróciliśmy do siebie. Potem zostałem bez możliwości realizacji swojej pasji. Słusznie czy nie, któż to wie, Bóg Jedyny chyba. Muszę przyznać, że gdy się nie wiedzieliśmy, to niemiłosiernie się bałem. Obawiałem się strasznie samotności i tego, że nie zdecydujesz się na moją obecność w swoim życiu. Stało się na szczęście inaczej.
Wrzesień.
Nasz miesiąc. Dostałem się na studia również. Było jednak odrobinę nerwowo, ponieważ nie mogłem za Chiny ludowe znaleźć pracy. Dopiero pod koniec się udało, ale na bardzo krótko niestety. Gdyby na Facebooku była możliwość kliknięcia "Nie lubię" i gdyby moi rodzice wtedy mieli tam konto, to z pewnością nie polubiliby mojego profilu.
Październik.
Spadające zżółkłe liście wywołały u mnie nastrój refleksyjny. Nie myślałem jednak, co by było gdyby, ale co będzie. Chciałem, bardzo chciałem, dużej ilości spokoju. Wspólnych minut, godzin, dni, Chciałem zamiany smutnej, szarej jesieni w kolorowy, może nawet obrazkowy, świat, w którym jesteśmy my dwoje, a reszta spraw układa się zupełnie tak, jakbyśmy tego chcieli. Miewałem różne humory i czasem powodowałem bardzo przykre sytuacje, ale nigdy, naprawdę nigdy nie chciałem (i nie chcę!) cię skrzywdzić.
Listopad.
Popracowałem chwilę w pewnej dziwnej firmie z adresem w (tfu!) Warszawie, która do teraz wisi mi kasę. Przykra sytuacja, ale cóż. Jeżeli tak bardzo chcą, abym ich odwiedził, to jestem gotów. "Liściopad" nie był jesienny ani trochę. Słońce uśmiechało się do mnie, jak i szczęście, które teraz wtula się we mnie. Co tu więcej pisać? Cholera, właśnie tego chcę!
Grudzień.
W końcu znalazłem (a raczej znaleziono mi) stałą pracę! Jednak jakże ciężki był dla mnie początek, kiedy ciebie nie było... Niby kilka dni, ale w środku rozpływałem się i kiedy już miałem rozlać się na chodniku, to wróciłaś i przytuliłaś mnie tak mocno! To zdecydowanie najlepszy mój miesiąc w tym roku. Teraz jestem najbliżej i chcę tak pozostać robiąc ciągłe postępy, które będą wskazywać tobie, że podejmujesz właściwą decyzję wiążąc się ze mną.
2012.
Co będzie? Oprócz Euro i końca świata planuję zrobić coś wielkiego. Coś co ustabizuje mnie na zawsze.
Adiós!
Tagi: 2011
skomentuj (0)Zwycięstwo przez oszustwo moralnie winno być porażką 2011-11-22 02:05:51
Było magicznie. Była Senyera. Były gole, ale trzy punkty pojechały do Madrytu. "Królewscy" zwycięstwo odnieśli jednak w skandalicznych warunkach. Oczywiście "Los Blancos", dzięki wygranej, pozostają liderem Primera División - ligi, której poziom sędziowania jest poniżej jakiejkolwiek krytyki.
Wiadomo było, że chcąc pokonać Real, trzeba zagrać niesamowite spotkanie. Zaskoczeniem było postawienie w bramce na Diego Alvesa, który, do tej pory, bronił jedynie w Lidze Mistrzów i Copa del Rey. Zmiana jednak wynikała z drobnego dyskomfortu, który odczuwał Vicente Guaita. Niespodziewanie do "jedenastki" wskoczył też Dani Parejo zastępując Jonasa.
Początkowo, valencianistas chcieli udowodnić, że bardzo im zależy na wygranej. Potrafili utrzymać się przy piłce, stwarzali sytuacje. Jednak, po upływie około dziesięciu minut, do głosu doszli goście. Sytuacje Khediry i Benzemy należało wtedy potraktować jako poważne ostrzeżenie, bo okazje były to naprawdę klarowne. Okres przewagi piękną klamrą Real spiął w 20. minucie. Gol padł jednak w dość nietypowych okolicznościach. Rzut wolny z własnej połowy wykonywał Xabi Alonso. Zagrał on długą piłkę w kierunku Karima Benzemy, czym zaskoczył parę stoperów Rami-Ruiz, a przytomny francuski napastnik z zimną krwią wykończył tę wcale niełatwą sytuację.
Valencia oczywiście nie załamała się i dzielnie próbowała odpowiedzieć dobrą akcją. Trzeba przyznać jednak, że w tamtym momencie, to madridistas mieli opanowany środek pola. Tak było już do przerwy, a Real mógł nawet podwyższyć prowadzenie, ale w pojedynku Cristiano Ronaldo-Diego Alves wygrał brazyliski portero walenckiego zespołu.
Na drugą część gry Blanquinegros wyszli jeszcze bardziej zmotywowani, z chęcią skoczenia do gardeł swoim rywalom. Real jednak, nic sobie z tego nie robiąc, zdobył gola na 0:2. Była 72. minuta, kiedy rzut rożny z prawej strony, patrząc z perspektywy Diego Alvesa, wykonywał Mesut Özil. W "szesnastce" najwyżej wyskoczył Sergio Ramos i sprytnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy.
Znaczna część penyas valencianistas zapewne zdążyła już załamać ręce, ale już po trzech minutach dostała powód do ponownego uwierzenia w osiągnięcie korzystnego rezulatatu. Wcześniej na boisku pojawił się duet Jonas-Pablo, który miał kluczowe znaczenie w końcówce meczu. To właśnie Brazylijczyk zagrał świetną piłkę do "Pablito", który - co prawda - przegrał sytuację sam na sam z Ikerem Casillasem, ale dobitka Roberto Soldado z trudnej pozycji była doskonała.
Chwilę później, "Żołnierz" mógł uciszyć wszystkich zgromadzonych przed madryckimi telewizorami sociós tak głośno krzyczących swoje "hala!". Niestety, po podaniu Mathieu i strzale Soldado piłka została zatrzymana tuż przed bramką przez Marcelo. Kiedy wydawało się, że Valencia już ma Real w garści, wtedy sytuacja znów się odwróciła. Po jednej z akcji, piłkę daleko wybił Pepe. Przed polem karnym Cristiano Ronaldo niespodziewanie uprzedził Diego Alvesa i trafił do pustej bramki.
Znów wydawało się, że to koniec i "Los Blancos" łatwo wygrają na Mestalla. Nic z tych rzeczy! W 83. minucie David Albelda zagrał mocno na prawe skrzydło do Pablo, który do piłki zdążył tylko dzięki swojej szybkości. Zdołał więc posłać jeszcze futbolówkę w pole karne, czym zaskoczył obrońców gości. Uprzedził ich tam niezawodny Roberto Soldado, który po raz drugi pokonał Casillasa.
Valencianistas za wszelką cenę starali się zdobyć gola wyrównującego. Sędzia Fernando Teixeira Vitienes doliczył cztery minuty do regulaminowego czsu gry. W ostatnich sekundach gospodarze mieli rzut wolny niemal z narożnika boiska, który wykonywał Tino Costa. Po centrze i uderzeniu głową Aritza Aduriza piłka trafiła w poprzeczkę, a dobijał Roberto Soldado. Strzał zatrzymał Gonzalo Higuaín. Wszystko byłoby w porządku, ale Argetyńczyk zrobił to za pomocą ręki! Niewzruszony arbiter, mimo słusznych protestów nie wskazał na jedenasty metr, niedługo potem kończąc zawody. Valencia przegrała, ale honor jest po naszej stronie. Na usta w takich momentach cisną się dwa hasła: Amunt Valencia! Puta Madrid!
Valencia CF - Real Madrid CF 2:3
Goles: Roberto Soldado 75', 83' - Karim Benzema 20', Sergio Ramos 72', Cristiano Ronaldo 79'
Valencia CF: Diego Alves - Miguel, Rami, Ruiz, Alba (84. Aduriz), Feghouli (73. Pablo), Albelda, Tino Costa, Parejo (62. Jonas), Mathieu - Soldado
Real Madrid CF: Casillas - Arbeloa (50. Albiol), Sergio Ramos, Pepe, Marcelo, Diarra (86. Granero), Khedira, Xabi Alonso, Özil, Cristiano Ronaldo, Benzema (73. Higuaín)
Tarjetas amarillas: Tino Costa, Albelda - Arbeloa, Cristiano Ronaldo, Marcelo, Özil, Sergio Ramos, Granero, Xabi Alonso
Árbitro: Fernando Texeira Vitienes (Santander)
Tagi: real madrid, valencia, texeira vitienes
skomentuj (0)Jest ten dreszczyk 2011-11-17 14:56:34
W Hiszpanii mieszka pięć milionów bezrobotnych. Jeżeli większość kocha
piłkę nożną, ale mają kredyty hipoteczne, to nie mogą przybyć na stadion
z wiadomych dla nich powodów.
Cree más que nunca
Wierzę bardziej, niż zwykle. Dużo bardziej. Wiem, że Valencia da z siebie wszystko i w sobotę zobaczę wielkie zwycięstwo. Tryumf nad rywalem odwiecznym. Białym niczym świeże prześcieradło Realem Madryt. Jakoś tak mam, że spotkania między tymi zespołami ekscytują mnie dużo bardziej, niż potyczki z Barceloną. Parafrazując hasło właśnie ekipy z Katalonii mogę powiedzieć, że dla mnie to "més qué un partit".
Warto zwrócić też uwagę na piłkarzy, którzy występowali kiedyś w ekipie swojego najbliższego rywala. Po stronie "Królewskich" jest nim Raúl Albiol, a w Valencii to Roberto Soldado. W ekipie z Estadio Mestalla gra też wypożyczony z Bernabeu Sergio Canales, ale młody rozgrywający jest kontuzjowany i nie zobaczymy go na boisku do końca roku.
Smaczku rywalizacji dodaje też napięta sytuacja między kibicami. Ma ona swoje podłoże w kilku kwestiach. Na przykład w historii, regionalnej tradycji, a także w zwykłej niechęci do madridistas w pozostałych rejonach Hiszpanii. Nie mówię tu tylko o wschodzie, ale również o południu (Sevilla, Málaga), czy północy (Baskonia, Galicia). Ponadto, Hiszpanie głęboko utożsamiają się ze swoimi regionami, są lokalnymi patriotami, więc valencianismo szerzone jest w całej okolicy (Alicante, Castellón).
Na boisku spotkają się dwa różne futbolowe światy. Porywczość, głęboka ambicja i zaangażowanie zderzy się z solidną defensywą, ułożeniem i taktyką. Emery z Mourinho. Soldado z Benzemą. Wreszcie Guaita z Casillasem. My to wygramy. Teraz my! Amunt Valencia! Visca el Valencia! Es el millor!


Tagi: real madrid, valencia
skomentuj (0)

